Anne 5 lipca 2013
W końcu nadszedł ten dzień. Nareszcie mogłam uwolnić się od zgiełku miasta, i codziennych problemów. Uciekałam. Gdzie? Do raju. Gdzieś gdzie będę tylko ja i szumiący ocean. I nie będę martwić się niczym. Będę wolna, niczym ptak. Od kąt rodzice zginęli, nie miałam okazji zaznajomić się sama ze sobą. Musiałam bardzo szybko dorosnąć i nie miałam czasu, by poznać swój charakter.
Ostatni raz pożegnałam się z moimi młodszymi siostrami. Było mi smutno że nie jechały ze mną, bardzo się zżyłyśmy. Jedna bez drugiej, po prostu nie może funkcjonować. Każda z nas ma zupełnie różny sposób bytu. Joanne, jest oazą spokoju, żyje w swoim świecie i jest bardzo wrażliwa. Pauline, oh. Pauline choć jest z nas najmłodsza, twardo stąpa po ziemii. Ma wybuchowy charakterek po naszej mamie. To ona jest z nas wszystkich najodważniejsza i najbardziej pewna siebie. A ja? Przede wszystkim, poważna, bo taka powinna być najstarsza siostra.
Jestem również odpowiedzialna. W końcu, ktoś musi. Kocham zaszywać się w swoim pokoju, i czytać do późna książki pod ciepłym kocem. Ale dziś zostawiam to wszystko, i ruszam przed siebie.
Ruszam wypocząć, i to jest mój główny cel. Zabieram ostatnią walizkę i wychodzę z domu.
Na mnie, czeka już uprzednio zamówiona taksówka. Ładuje swoje gabaryty, i jadę.Widzę jak dziewczyny mi machają. Mimowolnie, jedna łza spływa po moim policzku. W końcu wyjeżdżam tylko na tydzień, a czuje jakbym zostawiała je na dłużej. Po staniu w korkach dotarłam na lotnisko. Było ono urządzone bardzo nowocześnie, dominowała tutaj biel. Wszystko zakryte było, ogromną, szklaną kopułą. Przeszłam przez bramki i właśnie wchodziłam do samolotu, kiedy poczułam wibrujący telefon w kieszeni. Usiadłam na wyznaczonym miejscu, które na moje szczęście było tuż przy oknie i sprawdziłam powiadomienie.
Okazało się że to moje siostry, wysłały mi zabawne zdjęcie, z dopiskiem żebym się nie martwiła. Uśmiechnęłam się. Cała podróż zapowiadała się nudno, a więc postanowiłam pójść spać.
Z błogiego snu, obudził mnie skrzekliwy głos jednej ze stewardess.
-Proszę Pani, proszę opuścić samolot. Dolecieliśmy piętnaście minut temu.-oznajmiła obrzucając mnie pogardliwym spojrzeniem. Prychnęłam pod nosem i zabrałam swoje rzeczy. Byłam cała zesztywniała. Szybko pobiegłam po swoją walizkę i zauważyłam znajomą twarz. Potem kolejną i kolejną. Byli to moi przyjaciele.-Witaj w Hiszpanii!-krzyknęli chórem. Ich akcent, powoli stawał się tutejszy. Przytuliłam każdego z osobna. Tak, to oni namówili mnie na małą wycieczkę. Mieszkają tu już trzy lata, i przez trzy lata namawiali mnie do odwiedzenia ich. W końcu, uległam. Nie miałam siły więcej ich zbywać. Na lotnisku czekali na mnie Jorge, wraz ze swoją dziewczyną Sophią. Oraz Lilly i Samantha. Zabrali ode mnie walizki, i jednogłośnie stwierdziliśmy że jedziemy do domu. Ich dom leżał bardzo blisko lotniska, dostaliśmy się do niego na pieszo. W przeciągu kilku minut.
Mój przyjazd uczciliśmy wyjściem do klubu. W Hiszpanii jest ich masa. Od wyboru do koloru. My, wybraliśmy ten w którym kolejka nie wydawała nam się aż tak długa. Nasza piątka była już w środku. Było lepiej niż sądziliśmy. Duży parkiet na środku, bar i stoliki. Czego chcieć więcej, do tego wszystko urządzone w style sci-fi. Ktoś miał bardzo ciekawy pomysł.
-Idę się napić, Ann dołączysz?-spytała Samantha.
Pokiwałam przecząco głową. Nie lubię alkoholu i nie potrzebuje go do zabawy. Jak ma być śmiesznie to będzie i bez tego. Jorge wywijał na parkiecie z Sophie a Lilly pognała za przyjaciółką do baru. Zostałam sama, co chwilę to potrącana przez kogoś. Postanowiłam również dobrze się bawić. Jestem na wakacjach, więc wypadałoby. Zaczęłam poruszać biodrami w rytm muzyki. Widziałam kątem oka jak niektórzy mężczyźni mi się przyglądali. Uśmiechnęłam się pod nosem. Miło było widzieć, że podobam się facetom. U nas w mieście wszyscy mnie znali od dziecka, i albo byli moimi przyjaciółmi od piaskownicy, albo byli na dobrą sprawę przyjaciółmi rodziny. W klubie aż wrzało. Wszyscy imprezowicze byli już nieźle wstawieni. Właśnie wtedy postanowiłam, że czas się zbierać. Poszukałam wzrokiem przyjaciół. Ale nikogo nie wypatrzyłam. Westchnęłam. Znajdą się jutro. Wyciągnęłam telefon. Znaczy dziś.
Kiedy wyszłam, od razu powitało mnie rześkie, wieczorne powietrze. Obróciłam się wokół własnej osi. Uczucie wolną jest niesamowite. Zero zmartwieć, zero problemów. Skręciłam w lewo, dobrze że zapamiętałam skąd przyszliśmy. Szłam, powoli stawiając kroki. Po kilku minutach, usłyszałam przytłumione śmiechy i stukot butów. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam męską twarz, tuż naprzeciwko mnie. Odskoczyłam jak poparzona.
-Co do cholery!
Wtedy obydwoje rzucili się na mnie i zaczęli dobierać. Wyrywałam im się i krzyczałam. To było na nic. Jeden przytkał mi dłonią usta, i nie mogłam wydać najcichszego dźwięku. Zaś drugi, przytrzymywał mnie i próbował ściągnąć sukienkę. Nagle poczułam ulgę. Coś szybko mignęło mi przed oczyma i byłam wolna. Po mężczyznach nie było śladu a ja zauważyłam jego. Przystojnego chłopaka, pobrudzonego krwią. Uśmiechnął się szarmancko w moją stronę i wyciągnął rękę. Ujęłam ją, i podciągnął mnie do góry.
-Jasper.-przedstawił się.
-Anne.-uśmiechnęłam się niepewnie.
________________________________________
Mamy ogromną nadzieję że spodobał wam się ten krótki prolog.
Był on przedstawiony w formie kartki z pamiętnika, bądź wspomnienia.
Rozdziały będą pisane przez trzy autorki. Na górze każdego rozdziału, będzie napisane
z czyjej perspektywy będziecie czytać. Nie mamy pojęcia czy rozdziały będą wstawiane systematycznie.
Najprawdopodobniej nowe notki będą po tygodniu, dwóch się pojawiać. Wiecie szkoła, normalne życie.
Tak więc, do następnego xx
Jo ♥